Lucia Berlin „Punkt widzenia” z „Instrukcji dla pań sprzątających”


W ramach #12xKrótkaForma w marcu czytaliśmy opowiadanie „Punkt widzenia” Lucii Berlin (ze zbioru „Instrukcja dla pań sprzątających”). Poniżej nasza mała dyskusja.
Serdecznie zapraszamy wszystkich do wspólnego czytania!

 

Hetmanka

“Instrukcja dla pań sprzątających” to jedna z książek, które trafiły na naszą listę “best readów” 2018 roku. Jest 20 marca i jeszcze całej jej nie przeczytałam. Zaczęłam od audiobooka, ale doszłam do wniosku, że to bez sensu – nie wiem, kiedy kończy się, a kiedy zaczyna kolejne opowiadanie. Poza tym, te opowiadania nie nadają się do odsłuchiwania: wciągają, ale jednak miałam wrażenie, że coś mi umyka, gdy jestem zdana na interpretację lektorki (i oczywiście gdy słuchając robię sto pięćdziesiąt innych rzeczy ;) )

Czytanie ich “hurtem” też jakoś mi nie wychodzi, ostatnie zdanie na długo zostaje w głowie i łapię się na tym, że czytam kolejne, ale myślami ciągle jestem przy poprzednim.

Wybór akurat “Punktu widzenia” był zdeterminowanym jego dostępnością, gdyby to ode mnie zależało wybrałabym chyba tytułowe opowiadanie albo to o aborcji w Meksyku.

Ale to opowiadanie też jest ciekawe. Pamiętam, że kiedyś gardziłam wręcz pewnym typem kobiet, a kilka lat później z przerażeniem odkryłam, że właściwie sama podpadam pod ten właśnie typ (to podobno nazywa się w psychologii “projekcją”.) Bohaterka tego opowiadania jest chyba taką właśnie pogardzaną kobietą, którą autorka odkryła później w samej sobie.

Jakiś czas temu, z ciekawości, obejrzałam jeden (niecały) odcinek jakiegoś tureckiego serialu. Tak jak w reklamie słodyczy dzieci nie mogą same wziąć sobie przysmaku tylko musi im je podać ktoś dorosły, tak w tym filmie kobieta nie mogła zrobić niczego sama, oprócz podziwiania mężczyzny. Nawet “wtargnięcie” do domu zostało wybaczone i usprawiedliwione. To dużo mówi o statusie kobiet w Turcji, ale “Henrietta” w opowiadaniu Berlin ma podobnie. Darzy uczuciem lekarza, nefrologa, a on odwzajemnia to innym uczuciem: pogardą. Samotność Henrietty, jej “rozrywki” świadczą o tym, że jest gdzieś na marginesie życia, niewiele rzeczy może, na niewiele ma wpływ. Właściwie jest w stanie tylko obserwować.  Może odsunęła się się tam, bo gazeta czy program telewizyjny nie są w stanie jej zawstydzić, tak jak robią to ludzie i niektóre zwykłe czynności jak choćby kupowanie sztućców? Rutyna daje poczucie bezpieczeństwa, jest jej schronieniem.

Bardzo przygnębiające jest to opowiadanie. Może właśnie, dlatego, że Berlin pisze o sobie? To takie jakby “pozdrowienia z piekła”.

BTW, oryginalnie to opowiadanie ma tytuł “point of view”, czyli podczas tłumaczenia nie zmieniono tytułu, a jednak gdy to zobaczyłam pomyślałam sobie, że “Henrietta” jest takim “point of view”, niewiele znaczącym punkcikiem w czasoprzestrzeni, który bezpiecznie może tylko obserwować.

Mixer_1982

Dla mnie jest to dziwne opowiadanie, a wręcz słabe. Nie rozumiem co ono miało pokazać? Każdy po tzw „ośmiu klasach” zna różnicę w pisaniu w różnych osobach, więc to nie było jakieś odkrywcze. Co do samej historii – a raczej jej braku – to muszę przyznać że nie polecam tego opowiadania. Choćby z tego powodu że w moim odczuciu jest dołujące. Wystarczy że ludzie mają w życiu pod górkę i ciągle mają gdzieś z tyłu głowy frazę „i tak do końca życia” – dlatego nie muszę jeszcze o tym czytać. Może kiedyś było inaczej? Nie byłby to pierwszy raz, kiedy widać, że twórczość nie jest zawsze uniwersalna i nie odnajduje się po pięćdziesięciu latach.

Hetmanka

Mixer, a inne opowiadania czytałeś?

Mixer_1982

Nie

Ada

Niemal za każdym razem, gdy widzę informację, że dana powieść/opowiadanie/esej zawiera “próbę uchwycenia tego, co nieuchwytne” to liczę się z tym, że trafię na egzaltowany strumień świadomości, który niemiłosiernie mnie zirytuje. Dlatego nieco sceptycznie podeszłam do wybranego w tym miesiącu tekstu i… niestety, nie jestem zachwycona.

To niesamowite, że tak krótkie opowiadanie dało radę mnie znudzić. Rozumiem zabiegi polegające na ekspozycji postaci poprzez omówienie jej nawyków, małych tradycji i relacji z ludźmi, ale, o rany, niech to czemuś służy!

Co wynika z tego, że Henrietta jest zakochana? I że nasłuchuje samochodów za oknem? Dlaczego te włoskie sztućce mają być dla nas zaskakujące? Tak naprawdę zainteresowało mnie tylko to, dlaczego główna bohaterka ogląda program, którego nie lubi – czy w jej rzeczywistości istnieje tylko jeden kanał?

Rozumiem, że ostatnie, zachwalane przez Joyce Carol Oates, zdanie ma mnie zasmucić. Być może, gdyby autorka zadała sobie nieco trudu, by wcześniej wzbudzić w nas jakiekolwiek emocje wobec swojej papierowej postaci, byłabym w stanie cokolwiek poczuć. Niestety, chyba zapomniała o takim detalu. Być może jednak to ja mam serce z kamienia, nie wykluczam.

Bardzo jestem ciekawa, co tak bardzo spodobało się wielu osobom w tej książce, że zdecydowali/ły się zarekomendować ją jako jedną z najlepszych lektur ubiegłego roku. Ktokolwiek?

Hetmanka

A inne opowiadania przeczytałaś?

Ada

Czytałam jedno w bibliotece, ale pamiętam, że nie byłam zachwycona i nie zdecydowałam się na wypożyczenie książki.

Hetmanka

Starość, samotność, poczucie zagubienia. To nie są sprawy sprzed pięćdziesięciu lat. Te wszystkie babcie w oknach… Problem istnieje i raczej nadal jest aktualny…

Nie będę bronić tego opowiadania, sama wszystkiego nie rozumiem. Wydaje mi się, że włoskie sztućce nie mają zaskakiwać, to symbol tego jak autorka się czuje: chciałaby ten czas spędzać z kimś, nie samotnie, ale nawet sztućce ma tylko w jednym komplecie, choć zamawiała je dla sześciu osób. Wyobrażam sobie, jak podczas zamawiania wyobrażała sobie odwiedziny znajomych, miłe wieczory spędzane w jej domu, i jak dużego doznała zawodu, gdy okazało się, że to pojedynczy komplet. Być może skojarzyło się to jej z jakimś wcześniejszym odrzuceniem, z wcześniejszymi marzeniami, które legły w gruzach. Np. z tą odrzuconą miłością. Nielubiany program ogląda, bo “zaprzyjaźniła się” z prowadzącą, to jedyny stały gość w jej domu.

W ogóle całe to opowiadanie służy powiedzeniu: czuję się samotna, zagubiona.

Mnie zastanawia, dlaczego tego nie zmienia? Może boi się kolejnych niepowodzeń? Kolejnego odrzucenia? I takie obserwowanie z oddali weszło jej w nawyk?

Ada

Rozumiem założenie, że te sztućce symbolizują jej samotność, ale nadal uważam, że nie wyszło to zbyt dobrze. Choć całkiem sprawnie oddaje to mój ogólny odbiór opowiadania – pomysł może i dobry, wykonanie poniżej średniej.

Hetmanka

Na razie nie przeczytałam nawet połowy tej książki, ale obstawiam, że łatwiej wczuć się w to opowiadanie, gdy traktuje się je jako część całości….

Też jestem ciekawa jak widzą tę książkę, i przede wszystkim to opowiadanie, osoby, które się opowiadaniami Berlin zachwyciły.


Korekta tekstu: Adrianna Halman


Leave a Reply

avatar
  Subscribe  
Powiadom o