„Punkt widzenia” opowiadanie ze zbioru Lucii Berlin „Instrukcja dla pań sprzątających”


W ramach akcji #12xKrótkaForma w marcu czytamy opowiadanie Lucii Berlin „Inny punkt widzenia” ze zbioru „Instrukcja dla pań sprzątających”. Aby ułatwić Wam dołączenie do naszej zabawy, za zgodą wydawnictwa W.A.B., publikujemy jego treść. Serdecznie zapraszamy do wspólnej lektury!

Przypominamy również, że „Instrukcja dla pań sprzątających” znalazła się wśród najczęściej polecanych książek 2018 roku!

 


Punkt widzenia

Wyobraźcie sobie opowiadanie Czechowa Zgryzota napisane w pierwszej osobie. Stary człowiek opowiada nam, że jego syn właśnie umarł. Czulibyśmy zażenowanie, dyskomfort, nawet znudzenie, zareagowalibyśmy dokładnie tak, jak reagują pasażerowie woźnicy w opowiadaniu. Jednak bezstronny głos Czechowa przydaje temu mężczyźnie godności. Przyswajamy empatię, jaką ma dla niego autor, i jesteśmy głęboko poruszeni, jeśli nie śmiercią jego syna, to starym człowiekiem mówiącym do konia.

To chyba dlatego, że wszyscy jesteśmy raczej niepewni siebie.

Bo jeśli na przykład przedstawiłabym wam tę kobietę, o której teraz piszę…

„Jestem samotną kobietą przed sześćdziesiątką. Pracuję w gabinecie lekarskim. Do domu wracam autobusem. Co sobota idę do pralni i wtedy robię zakupy w Lucky’s, potem kupuję niedzielne wydanie «Chronicle» i wracam do domu”.

Powiedzielibyście: „Daj spokój”.

Jednak moje opowiadanie rozpoczyna się od: „W każdą sobotę po odwiedzeniu pralni i sklepu spożywczego kupowała niedzielne wydanie «Chronicle»”. Będziecie słuchać wszystkich tych obsesyjno-kompulsywnych szczegółów z życia tej kobiety, Henrietty, tylko dlatego, że spisane są w trzeciej osobie. Uznacie, że, do diabła, jeśli narrator uważa, że w tym nudnym stworzeniu jest coś, o czym warto pisać, to najwidoczniej jest. Poczytam i sprawdzę, co się wydarzy.

Właściwie to nic się nie wydarzy. Tak naprawdę opowiadanie nie zostało jeszcze napisane. Mam jednak nadzieję, że dzięki tym misternym szczegółom uczynię tę kobietę tak wiarygodną, że nie będziecie mogli nie odczuć empatii.

Większość pisarzy wykorzystuje rekwizyty i dekoracje z własnego życia. Na przykład moja Henrietta zjada co wieczór swoją skromną kolację na niebieskiej podkładce, używając eleganckich ciężkich włoskich sztućców z nierdzewnej stali. Dziwny detal, zdawałoby się niepasujący do tej kobiety, która wycina kupony zniżkowe na papierowe ręczniki. Ale to wzbudza ciekawość czytelnika. Przynajmniej mam nadzieję, że ją wzbudzi.

Raczej nie podam w opowiadaniu żadnego wyjaśnienia. Sama jadam takimi eleganckimi sztućcami. W zeszłym roku zamówiłam komplet dla sześciu osób ze świątecznego katalogu Museum of Modern Art. Bardzo drogich, za sto dolarów, ale chyba wartych swojej ceny. Mam sześć talerzy i sześć krzeseł. Wtedy myślałam, że może wydam proszoną kolację. Okazało się, że to sto dolarów za sześć sztuk. Dwa widelce, dwa noże i dwie łyżki. Zestaw dla jednej osoby. Wstydziłam się je odesłać i myślałam, że cóż, może za rok zamówię drugi.

Henrietta jada tymi ładnymi sztućcami i popija lemoniadę z kieliszka. W drewnianej misce ma sałatę, na talerzu gotowe podgrzane danie. Jedząc, czyta stronę „Na świecie”, na której wszystkie artykuły zdają się napisane przez tę samą pierwszą osobę.

Henrietta nie może się doczekać poniedziałku. Jest zakochana w doktorze B., nefrologu. Wiele pielęgniarek / sekretarek kocha się w „swoich” lekarzach. Coś jakby syndrom Delli Street.

Doktor B. jest wzorowany na nefrologu, dla którego kiedyś pracowałam. Zdecydowanie nie byłam w nim zakochana. Czasami żartowałam, że to relacja miłość – nienawiść. On był tak pełen nienawiści, że przypominał mi, jak czasami może się skończyć miłość.

Za to Shirley, moja poprzedniczka, była w nim zakochana. Wyliczała wszystkie prezenty urodzinowe, które mu podarowała. Doniczkę z bluszczem i mały rower z brązu. Lustro z koalą z matowego szkła. Zestaw do pisania. Mówiła, że bardzo mu się podobały wszystkie prezenty oprócz rowerowego siodełka w owczym futrze. Musiała je wymienić na rękawiczki rowerowe.

W moim opowiadaniu doktor B. śmieje się z Henrietty z powodu tego siodełka, jest naprawdę ironiczny i okrutny, taki, jaki pewnie by był. To ma być punkt kulminacyjny tego opowiadania, kiedy Henrietta zdaje sobie sprawę, jak on nią pogardza, jak żałosna jest jej miłość.

W pierwszym dniu pracy zamówiłam papierowe koszule szpitalne. Shirley wolała bawełniane: „W niebieską kratę dla chłopców, w różowe róże dla dziewczynek”. (Większość naszych pacjentów była tak stara, że używała chodzików). W każdy weekend targała pranie autobusem do domu i nie tylko sama je prała, ale również krochmaliła i prasowała. Moja Henrietta również to robi… prasuje w niedzielę, kiedy już posprząta mieszkanie.

Oczywiście duża część mojego opowiadania to przyzwyczajenia Henrietty. Przyzwyczajenia. Same w sobie nie są złe, ale jej trwają od tak dawna. W każdą sobotę, rok po roku.

W każdą niedzielę Henrietta czyta strony z rozrywką. Najpierw horoskop, zawsze na stronie szesnastej, przyzwyczajenie gazety. Gwiazdy zwykle mają do powiedzenia pikantne rzeczy o Henrietcie: „Pełnia Księżyca, seksowny Skorpion, wiesz, co to znaczy! Szykuj się na namiętność!”.

W niedziele, gdy już posprząta i wyprasuje, Henrietta robi coś specjalnego na kolację. Kurczaka po kornwalijsku. Z gotowym nadzieniem i sosem żurawinowym. Zielony groszek z zasmażką. Na deser batonik Forever Yours.

Kiedy już pozmywa naczynia, ogląda program 60 minut. Nie żeby jakoś specjalnie ją interesował. Po prostu lubi dziennikarzy. Diane Sawyer jest taka dobrze wychowana i ładna, a wszyscy mężczyźni tacy godni zaufania, silni i zainteresowani. Henrietta lubi, kiedy udają przejętych, kręcą głowami, a jeśli historia jest zabawna, uśmiechają się i kręcą głowami. Najbardziej lubi uderzenia wielkiego zegara. Wskazówka minutowa i klik klik klik czasu.

Potem ogląda Napisała: Morderstwo, którego nie lubi, ale nic innego wtedy nie puszczają.

Trudno mi pisać o niedzieli. Relacjonować długie puste uczucie kolejnych niedziel. Nie ma listonosza i odległego dźwięku kosiarek, beznadzieja.

Albo jak opisać miłość Henrietty do poniedziałkowych poranków. Cyk cyk pedałów jego roweru i klik, kiedy zamyka drzwi, by przebrać się w swój niebieski garnitur.

– Miał pan miły weekend? – pyta ona.

On nigdy nie odpowiada. Nigdy nie mówi dzień dobry ani do widzenia.

Wieczorem Henrietta przytrzymuje mu drzwi, kiedy wychodzi z rowerem.

– Do widzenia! Miłego! – Uśmiecha się wtedy.

– Miłego czego? Na miłość boską, przestań to powtarzać.

Jednak bez względu na to, jak bardzo jest niegrzeczny, Henrietta wierzy, że łączy ich więź. On ma zdeformowaną stopę, poważnie utyka, ona zaś ma skoliozę, skrzywienie kręgosłupa. Właściwie to garb. Wie o tym i jest nieśmiała, ale rozumie, dlaczego on bywa taki oschły. Kiedyś powiedział, że Henrietta ma dwie cechy pielęgniarki – jest głupia i służalcza.

Po Napisała: Morderstwo Henrietta bierze kąpiel, sprawiając sobie przyjemność kwiatowymi pachnącymi kulkami.

Ogląda wiadomości, wcierając krem w twarz i ręce. Nastawia wodę na herbatę. Lubi prognozę pogody. Te małe słoneczka nad Nebraską i Dakotą Północną. Deszczowe chmury nad Florydą i Luizjaną.

Leży w łóżku, pijąc uspokajającą herbatę. Szkoda, że nie ma swojego starego elektrycznego koca z przełącznikiem MIN–MID–MAX. Nowy koc reklamowano jako „inteligentny koc elektryczny”. Wie, że nie jest zimno, więc się nie podgrzewa. Chciałaby, żeby się podgrzał i ją pocieszył. Jest za mądry dla własnej korzyści! Henrietta śmieje się głośno. Dźwięk rozlega się nagle w niewielkim pokoju.

Wyłącza telewizor i popija herbatę, słuchając samochodów wjeżdżających i wyjeżdżających ze stacji Arco po drugiej stronie ulicy. Czasami pod budką telefoniczną z piskiem opon zatrzymuje się jakieś auto. Trzaskają drzwi i chwilę później auto odjeżdża.

Słyszy, jak ktoś powoli podjeżdża pod budki. Z pojazdu dobiega głośna muzyka jazzowa. Henrietta wyłącza światło, podnosi żaluzję przy łóżku, tylko odrobinę. Okno jest zaparowane. W samochodowym radiu leci Lester Young. Kierowca rozmawia przez telefon, przytrzymując brodą słuchawkę. Ociera czoło chusteczką. Opieram się o chłodny parapet i go obserwuję. Słucham pięknego saksofonu w Polka Dots and Moonbeams. Na zaparowanej szybie piszę słowo. Jakie? Moje imię? Imię mężczyzny? Henrietta? Miłość? Cokolwiek to jest, zmazuję je szybko, zanim ktokolwiek zauważy.


Opowiadanie „Punkt widzenia” ze zbioru „Instrukcja dla pań sprzątających”. Bardzo dziękujemy wydawnictwu W.A.B. za jego udostępnienie!


Leave a Reply

avatar
  Subscribe  
Powiadom o