Virginia Woolf "Jak czytać książki?"

„Jak czytać książki?” Virginia Woolf


W ramach #12xKrótkaForma w lutym czytamy esej „Jak czytać książki?” Virginii Woolf (ze zbioru „Eseje wybrane”). Poniżej nasza mała dyskusja.
Serdecznie zapraszamy wszystkich do wspólnego czytania!

Ada:

Eseje Virginii Woolf po prostu musiały znaleźć się w #12xKrótkaForma – jest jedną z najważniejszych dla mnie autorek, jej styl niezmiennie mnie zachwyca swoim wyważeniem i odwagą jednocześnie, kiedy więc padło pytanie “kogo czytamy?” wiedziałam, że pora na Virginię. Sam esej “Jak czytać książki” jest jednym z moich ulubionych, a skoro jesteśmy tu po to, by o książkach rozmawiać i dzielić się rekomendacjami, taki mały przewodnik może nam się przydać!

Oczywiście Virginia ma swoje bezpieczne serce w moim sercu również z uwagi na swoje feministyczne poglądy i ogromnie wrażliwą, poranioną duszę. Jestem wielką orędowniczką jej zasady dotyczącej własnego pokoju, a jej ostatni list napisany do męża uważam za najsmutniejszy tekst, jaki kiedykolwiek było dane mi czytać.

***

W omawianym eseju już na samym początku Woolf dzieli się swoimi przemyśleniami, z którymi nie umiem się nie zgodzić – tak, do czytania różnych książek należy podejść w różny sposób. Odnoszę wrażenie, że często jesteśmy rozczarowani naszymi czytelniczymi wyborami, bo mamy nieadekwatne wymagania i sztuczne potrzeby związane z daną lekturą. Inaczej przecież czyta się poezję, a inaczej reportaże. Czego innego szukamy w powieściach historycznych, a czegoś innego w romansach. Nie jestem fanką wartościowania rodzaju obieranych lektur, tym bardziej uśmiechnęłam się na widok wzmianki o tym, że nawet autorzy i autorki uznawani/e za klasyków literatury, na pewno nie rościliby sobie prawa do tego, by wszystkich ich książki nazywać arcydziełami.

Z uznaniem przeczytałam również fragment o porównywaniu poetów i przeobrażaniu się tym samym z jego przyjaciela w surowego sędziego. To akurat bardzo uniwersalna zasada dotycząca porównywania nie tylko ludzi sztuki, czyż nie? Jak uważacie? Czy Was też zachwycił ten esej? Od razu zaznaczam, że nie chcę nic wymuszać, ale pewnie będę płakać, jeśli napiszecie, że to okropna grafomania bez ładu i składu ;)

Hetmanka

Virginia Woolf, ta słynna Virginia Woolf, której nazwisko tak często pojawia się nie tylko  w kontekście literatury, ale i tak jakoś do tej pory nie czułam się przekonana, żeby coś, co napisała, przeczytać…

No, ale jeden esej, czemu nie!

Szkoda, że autorka już na wstępie skutecznie zniechęca do dalszego czytania, pisząc, że nie potrafi odpowiedzieć na zadane w tytule pytanie. Kwestia „jak czytać książki” nigdy mnie nie nurtowała, więc prawdopodobnie gdyby nie #12xKrótkaForma nie czytałabym dalej.

Niestety, okazało się, że esej bardzo mnie… usypia.

Niemniej jednak wynotowałam kilka rzeczy, które były ciekawe:

  • Woolf nazywa książki „towarzystwem na półce”, które, poprzez czytanie, możemy podglądać również w tych bardziej intymnych sytuacjach i w swoich światach.
    To było urocze. Wyobraziłam sobie miniaturowe kobiety i mężczyzn w strojach z dawnych epok, którzy niczym na spotkaniu towarzyskim radośnie sobie między konwersują.
  • „Książka jako całość to co innego niż książka odbierana na bieżąco w postaci pojedynczych zdań.”
    Woolf namawia do omawiania książek, twierdzi, że powolne czytanie i surowa, ale jednak wychodząca z sympatii krytyka czytelników może pomóc pisarzom tworzyć jeszcze lepsze książki.

Jest też coś, co mnie bardzo zaskoczyło. Woolf nazywa drobne, nieistotne dla fabuły opisy jakiejś chwili „śmieciami”. Jestem przyzwyczajona do nazywania tych momentów „perełkami”. Odbiorcy kultury wszelakiej często je wychwytują, nie tylko w książkach, ale też w filmach. Nawet kanały informacyjne, które prawie non stop podają suche fakty i opinie, publikują „zajawki” z różnych części świata przedstawiając np. zatłoczoną ulicę w Tokio czy choćby widok na molo w Sopocie. Skąd te „śmieci”?

Bardzo podobało mi się zakończenie :)

Wydaje mi się, że esej bardziej spodoba się osobom, które piszą, lub chciałyby pisać swoje książki, bo paradoksalnie więcej można tam znaleźć rad „jak pisać”, np. stwórz unikalny świat i konsekwentnie się go trzymaj. Nie bój się krytycznych opinii czytelników, bo mogą być bardziej pomocne niż opinia zawodowych krytyków literackich.

Na koniec dodam tylko, że korzystając z okazji przeczytałam kilka innych esejów Woolf z tej książki, i niektórymi po prostu się zachwyciłam! Np. „Praca zawodowa kobiet” ogromnie mi się spodobała! Będę czytać dalej, ale chyba jednak omijając eseje o sztuce.

Osaka

Hetmanka, chciałam zakrzyknąć “czytaj wszystko“, ale sama dokładnie dobieram książki. Niestety, nie da się przeczytać wszystkich. Czytam opisy, zerkam na recenzje i te profesjonalne i nie, a i tak wyboru dokonuję na podstawie mglistego przeczucia, że to strzał w dziesiątkę. Już od pierwszych momentów wytwarza się między nami więź, zupełnie jak między dwójką ludzi, którzy właśnie się poznali. I podobnie jak niektórzy ludzie, część z nich zostaje ze mną na całe życie. Dlatego uważam, że określenie “towarzystwo na półce” jest niezwykle trafne. Biografie i książki historyczne dają nam wgląd w życie, które się wydarzyło, natomiast pozostałe pozwalają nam podejrzeć to, co mogłoby się wydarzyć. I jedne, i drugie pozwalają nam obcować z bohaterami, uczestniczyć w wydarzeniach z ich życia i dzielić z nimi emocje, mimo iż nie doświadczamy tego na własnej skórze. Podobnie jak z przyjaciółmi czy znajomymi, często możemy się nie zgadzać z ich wyborami czy przemyśleniami, jednak towarzyszenie w ich podróżach samo w sobie może być dla nas wartościowe. Myślę, że wartość literatury, zwłaszcza poezji czy filozofii polega głównie nie na tym, co autor chciał nam przekazać, ale na tym co dla siebie potrafimy z jej/jego słów wydobyć. może dlatego jesteśmy czasem rozczarowani, bo przerzucamy tę odpowiedzialność na autora zamiast sami podjąć się wysiłku. Gdy tylko trochę się przyłożymy, zostajemy nagrodzeni – choćby wiedzą o tym, co nam nie odpowiada.

Ada, co do stylu Virginii, to faktycznie może i jest bez ładu i składu. Ale hej! zerknij na to, co ja właśnie napisałam :) Esej pozwala na luźną i bardzo swobodną formę wypowiadania własnych myśli i przez to niełatwo autorowi zjednać czytelników. to bardzo intymna forma wyrazu dla pisarza/pisarki i nie każdy odnajdzie się w potoku czyichś myśli.

Dla mnie Virginia Woolf jest niezwykłą autorką ze względu na nietypową książkę – “Flush”. Myślę, że nikt inny nie mógłby napisać tak brawurowej i porywającej biografii małego pieska. Wydawałoby się, że życie zwykłego spaniela, to nic nadzwyczajnego, a jednak w jego historii możemy odkryć tak wiele… Albo tak niewiele… Zależy to od Ciebie, Drogi Czytelniku…

Mixer_1982

Wydaje mi się, że Woolf niczego nie odkryła. Pięknie i obrazowo opisała to, co każdy czuje czytając książki. Osobiście nie czytuję pewnych książek, bo wiem, że dla mnie to będzie strata czasu i z dużym prawdopodobieństwem nie przypadnie mi do gustu. Znam swoje ograniczenia i rozumiem, że niektóre książki mogą być po prostu trudne w odbiorze. Tak jak pisała Woolf – jeżeli jakaś pozycja nie przypadnie nam do gustu „zawsze istnieje możliwość, że (…) nie jest nudna, lecz trudna”. I pod tym stwierdzeniem podpisuję się rękoma i nogami.

Woolf wskazuje na bardzo ciekawy aspekt – aspekt czasu. Pisze, że o wartości książki decydować powinien czas. Każdą książkę należy ‘przetrawić’ i „poczekajmy, aż opadnie pył czytania”. IMHO jest to bardzo ważne, bo nie liczy się, że książka jest czytana – to nie wyścig, nie liczy się odfajkowanie kolejnej pozycji na liście. Ważne co książka pozostawi po sobie.

Na koniec bardzo ciekawa rzecz na, która zwróciłem uwagę już na samym początku eseju.

„Jeśli wpuścimy do biblioteki autorytety, choćby najozdobniej przybrane w suknie i futra, i pozwolimy im, by dyktowały nam, co i jak mamy czytać oraz jaką wartość przypisywać temu, co czytamy, uśmiercimy ducha wolności, który jest oddechem tych sanktuariów. Prawa i konwenanse mogą nas obowiązywać wszędzie – ale nie tutaj.” W tych dwóch zdaniach od razu da się wyczuć, że autorka nie jest z naszej epoki. Dziś nikt by nie pisał o najozdobniejszych sukniach czy furtach (pomijając, że furta są obecnie passé, bo w modzie jest bycie eko). Obecnie bycie autorytetem nie ma nic wspólnego z noszeniem się w najdroższych ciuchach czy noszeniem czegoś szczególnego. Wydaje mi się, że gdyby Virginia Woolf żyła w obecnych czasach, to pierwsze zdanie cytatu brzmiało by bardziej – „Jeśli wpuścimy do biblioteki autorytety, choćby rozebrane do naga jak je Pan Bóg stworzył, i pozwolimy im (…)”.

Reasumując – bardzo dobrze się czytało, może dlatego, że Woolf w bardzo ładnym stylu pisze o tym co nam w duszy gra, a czego czasem nie potrafimy wyartykułować słowami.

Ada

Muszę przyznać, że po przeczytaniu Waszych opinii jeszcze bardziej cieszę się z tego, że przystaliście na moją propozycję, by w lutym wziąć na tapet Virginię Woolf. Zgadzam się z Osaką – “Flush” jest cudowną książką, dla mnie szczególnie ważnymi lekturami autorstwa VW są również “Własny pokój” i “Orlando” (swoją drogą, ekranizacja z Tildą Swinton również jest genialna), serdecznie zachęcam do lektury!

Bardzo jestem ciekawa, jak esej “Jak czytać książki?” spodobał się naszej pięknie rozwijającej się twitterowej społeczności – macie ochotę podzielić się swoimi spostrzeżeniami?


Leave a Reply

avatar
  Subscribe  
Powiadom o