„2586 kroków” Pilipiuka


W ramach #12xKrótkaForma w styczniu czytamy opowiadanie „2586 kroków” Andrzeja Pilipiuka (z książki o tym samym tytule). Poniżej nasza mała dyskusja.
Serdecznie zapraszamy wszystkich do wspólnego czytania!

MIXER_1982:

To nie jest moje pierwsze spotkanie z Andrzejem Pilipiukiem i jego twórczością. Bardzo lubię jego cykl o Jakubie Wędrowyczu oraz zbiory opowiadań, znam też “Oko Jelenia” w formie audiobooka. Niektórzy określają jego twórczość jako “paździerz”, inni jako tzw. “guilty pleasure”, a sam autor o swojej twórczości mówi „disco-polo fantastyki”. Dla mnie ważne jest to, że jego opowiadania świetnie sprawdzają się jako krótka forma. Na podróż pociągiem czy autobusem do pracy, do poczytania przy kawie. Wiadomo – są lepsze i gorsze, ale te, w których bohaterem jest doktor Paweł Skórzewski, mają fajny klimat spod znaku „Supernatural” (który bardzo lubię), inne są zabawne. I to są chyba najważniejsze atuty.

Jaume Cabré uważa, że przy opowiadaniach czytelnik musi być bardziej aktywny niż przy czytaniu powieści. Krótka forma zmusza pisarza do skrótów, do uznania za domyślne tego, co wydarzyło się wcześniej. Nie ma miejsca na głęboką charakterystykę psychologiczną. Pisarz musi wysilić inteligencję, ale czytelnik też. IMHO Pilipiuk bardzo zgrabnie łączy wszystko w całość. Jeżeli ktoś szuka czegoś ambitnego, to chyba wybrał złego autora. Jego twórczość jest lekka, przyjemna i jako tako śmieszna, choć sam zauważyłem że z ostatnimi książkami autor obniżył trochę poziom. Reasumując – ja jestem na tak i zawsze będę sięgał po nowo wydany zbiór opowiadań. Nawet jeśli połowa książki miałaby być słaba, to jestem gotowy ją przeczytać dla tej drugiej połowy, w której znajdę to wszystko, co lubię i czego oczekuję po stylu Pilipiuka.

W tym opowiadaniu akurat bardzo podoba mi się klimat tajemniczości. Dziadek Trąd, dziwna epidemia, trochę lokalnego zabobonu. No i oczywiscie on – doktor Skórzewski – wchodzący na biało i ratujący Norwegów. IMHO dodatkowym atutem  jest pomysł na potwora – tego złego bohatera. Pomysł Dziadka Trąda uważam za oryginalny i ciekawy.

Osaka

Ja w ogóle nie lubię określenia “ambitna literatura” – no bo co to niby ma znaczyć, że literatura chce doktorat zrobić czy wieczorami knuje, jak podbić wszechświat? Literatura –  moim zdaniem – ma wzbogacać czytelnika albo o nową wiedzę albo o emocje czy przygody. I to opowiadanie pod trzecią kategorię podpada świetnie. Naprawdę dobrze się bawiłam czytając je, mimo że wielką fanką Pilipiuka nie jestem. Jawi mi się jako autor bardzo nierówny. I w dużej mierze piszący pod publiczkę. Wędrowycza czytałam i o ile na początku było całkiem, całkiem, to potem miałam wrażenie, że trzymam w ręku cały czas tę samą książkę. Ci sami bohaterowie, te same wątki. Porównując je do “2586 kroków”, można odnieść wrażenie, że napisał je inny autor. Zupełnie inny kaliber. Krótka, zwarta akcja. Lekko, ale wyraźnie zarysowani bohaterowie. Ani jednego zbędnego słowa. Mixer – masz rację przytaczając słowa Cabré. Dobre opowiadanie świadczy o dobrym pisarzu. W tym przypadku Pilipiuk spisał się naprawdę świetnie.

Hetmanka

Lubię czytać książki, o których wiem tylko tyle, że ktoś je poleca. Taka carte blanche, wszystko może się zdarzyć, nie wiem “co czeka za rogiem” (następnej kartki). I tak też podeszłam do czytania tego opowiadania, a było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pilipiuka. Przyznam, że świetnie się bawiłam (dzięki za polecenie!): ciekawy, intrygujący klimat, Norwegia, noc polarna (no prawie), zimno, północny wiatr, który “chichocze” i XIX-wieczna medycyna, czyli coś, co przyprawia o zawrót głowy (wtedy, zdaje się, “leczyli” rtęcią itp). I jeszcze te tytułowe numerki – końcówki “586” i “x86” kojarzą mi się ze starymi procesorami – po cichu liczyłam, że może tytuł jakoś nawiązuje do informatyki. I co? Pojawia się jakaś zjawa i psuje wszystko! No jak tak można? Jak można zmarnować taki potencjał strzelaniem do ducha? Gdyby to chociaż byli kosmici! ;)

Ada

Zgadzam się z Osaką – określenie “literatura ambitna” ostatnio przybrało formę ładnie opakowanego snobizmu i zawoalowanego poczucia wyższości nad tymi osobami, które sięgają po książki dla przyjemności. Prawdopodobnie czasami można usłyszeć, jak przewracam oczami na widok takich komentarzy, bo jako osoba, która z książkami pracuje, uważam, że zawężanie funkcji czytania do wysoce intelektualnych rozważań jest w dużej mierze nieporozumieniem.

Odnosząc się jednak do meritum – przyznaję się, że fantastyka to nie moja bajka i gdy weszłam do biblioteki po egzemplarz Pilipiuka, to mój ulubiony pan bibliotekarz chyba uznał, że zabłądziłam (a dobrze wie, że nie ze mną te numery!). Od razu zwróciłam uwagę na to, jak ładnie wydano ten zbiór – Fabryko Słów, świetna robota! Zastanawiam się jedynie, czy wprowadzenie nas w klimat książki już za pomocą okładki nie jest pewnym pójściem na łatwiznę, ale przyjmuję, że oprawa wizualna może (jeśli nawet nie “powinna”) korespondować z treścią książki.

Samo opowiadanie nie wzbudziło we mnie większych emocji, trochę prawdy jest chyba w tym żarcie o disco-polo fantastyki, ale przyznaję, że w języku narracji jest taka urocza nuta, która sprawia, że – mimo mrocznej treści – sam tekst ma w sobie pewne ciepło.

Z pewnością jednak do gustu przypadło mi sprawne operowanie motywami, które pozwala nam odczytać to opowiadanie na różnych poziomach interpretacyjnych – sama epidemia jest już tak symboliczna i uniwersalna, że jestem w stanie podpiąć ją nawet pod wydarzenia ostatnich dni. Jako osoba, którą w utworach najbardziej poruszają zwierzęta i dzieci, oczywiście największą uwagę zwróciłam na motyw dziewczynki podejrzewanej o przenoszenie zarazy i (uwaga, w dalszej części zdania jest spoiler) reakcję dyrektorki, która niesiona strachem bez zastanowienia pozwoliłaby niewinnemu dziecku umrzeć. To również brzmi jak smutna kalka z serwisu informacyjnego, czyż nie?

Raczej nie przekonałam się do fantastyki, która po prostu nie wpisuje się w mój klimat, ale cieszę się, że dla odmiany sięgnęłam po coś, czego sama nigdy bym nie wybrała. Dodatkowo cieszy mnie, że to krótka forma, przez co w moment mogłam sprawdzić, czy to aby na pewno nie dla mnie. Choć może dam jeszcze szansę Autorowi i doczytam zbiór do końca?

PS Hetmanka, doskonała książka o medycynie, której nigdy byśmy nie chciały na sobie doświadczyć, to “Ginekolodzy” Thornwalda – bardzo polecam, choć mnie ta książka fizycznie boli.

Hetmanka

No i mieliśmy się pokłócić, wywołać polsko-polską wojnę pod logiem biało-czerwonym,  i co? ;)

Szymon, wszystkie opowiadania Pilipiuka są takie “supernatural”? Dlaczego podoba Ci się to zakończenie? Trzeba czytać te opowiadania z jakimś konkretnym nastawieniem?

Nie zgadzam się, że to “disco-polo fantastyki”. Piosenki disco-polo mają żenujący poziom, śpiewany jest w kółko jakiś tekst, właściwie non stop do tej samej linii melodycznej. A tu jednak autor zbudował jakąś historię, klimat, wszystko okrasił poczuciem humoru.

Osaka

Mnie się podoba zakończenie, bo nie wymyśliłam lepszego ;) Chociaż faktycznie, odłożyłam książkę z poczuciem niedosytu –  akcja się rozwijała, napięcie kumulowało i ciach-pach! koniec. Aż wróciłam kilka akapitów, żeby zobaczyć czy niczego nie przeoczyłam, ale nie. Panowie się szybko uwinęli.

Ale opowiem Wam historię, która najlepiej chyba zobrazuje, z czym czytelnik ma do czynienia.

Ja już te opowiadanie kiedyś czytałam, zapomniałam zupełnie! Zaczęło się ciekawie, wiedziałam, że Skórzewski jest bohaterem więcej niż jednego utworu Pilipiuka, dlatego znajome nazwisko nie wzbudziło moich większych podejrzeń. Jednak z każdym kolejnym zdaniem coraz bardziej ogarniało mnie poczucie deja vu. Ale to nie zmienia faktu, że bawiłam się bardzo dobrze zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem.

PS Hetmanka, strzelanie do duchów i zjaw to częsty przypadek.

PPS Ada, nie odważyłam się sięgnąć po “Ginekologów”, poległam już na “Stuleciu chirugrów”. Nadal zamykam oczy, jak pobierają mi krew.

MIXER_1982

Określenie “disco polo fantastyki” są słowami samego autora o całej, swojej twórczości. Podoba mi się ten dystans, jaki ma Pilipiuk sam do siebie, gdy nazywa siebie samego Wielkim Grafomanem. Chyba wszystkie opowiadania zahaczają o jeden z pomysłów – supernatural, tajemniczość, historia, skarb czy tajemnica z przeszłości. Całość jest doprawiona humorem i czasem absurdem.
Po przeczytaniu kilkunastu opowiadań wiesz, czego się spodziewać w przyszłości – tak jak z disco polo, które po kilku utworach albo się lubi albo nie.
Co do zakończenia – mogłoby być inne, można byłoby wydłużyć historię Jednak to jest opowiadanie – ma być krótkie, ma nas bawić przez te 60 stron. Jeżeli jakimś aspektem przekona nas, aby sięgnąć po kolejne opowiadania czy zbiory, to już będzie duży sukces.

Tak, to fakt, że niektóre opowiadania są słabe, jednak zawsze będę sięgał po nowy zbiór opowiadań choćby dla kilku dobrych opowiadań.

Ada

Nadal nie umiem szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcę sięgnąć po inne opowiadania dlatego, że w pewien sposób czuję się zachęcona, czy może dlatego, że mam dużo pracy, której nie chcę robić, więc szukam wymówek… ;)

Bawi mnie jednak to, że z racji mojego ubogiego doświadczenia z fantastyką, opowiadanie PIlipiuka przypomniało mi o wspaniałej książce “Duma i uprzedzenie i zombie”, a to stanowczo muszę uznać za plus tego tekstu!


W dyskusji wzięli udział: @MIXER_1982, @AdriannaHalman, @Osaka38314538,  @HetmankaPL  (loginy Twittera)

Korekta tekstu: Adrianna Halman


Leave a Reply

avatar
  Subscribe  
Powiadom o